Narty- sukces czy porażka?

Jest praca, jest i puchar
Jest praca, jest i puchar
Jazda na nartach nie dla wszystkich

Moje zimowe wyjazdy  pojawiły się wcześniej niż opanowałam chodzenie. Opatulone zawiniątko przekładane było z sanek do nosidła, z nosidła do wózka, z wózka do auta. Wszystko po to żeby chociaż biernie przyglądać się moim narciarzom, zarówno tym zaawansowanym, dzięki którym zaliczyłam pierwsze zjazdy na nartach już w nosidle, jak i tym początkującym, którzy żałowali że nie rozpoczęli swojej narciarskiej przygody jako dzieci. Lata mijały, rodzice się rozjeździli, a wraz z nimi mój brat Tymek. Zostałam jedynym biernym uczestnikiem tych wycieczek, pod którego ustawiane były dyżury. Mama, tata lub ciocia spędzali ze mną czas pod stokiem, urozmaicając go jak tylko mogli. Wszyscy przyzwyczaili się do takiego grafiku i założyli, że tak już pewnie zostanie.

Wszyscy jeżdżą, będę jeździć i ja

Tylko ileż można siedzieć pod barem popijając czekoladę i objadając się frytkami? Pech chciał, że warunki dla „saneczkarstwa” były zazwyczaj marne, więc nawet ta aktywność zajmowała mnie tylko na chwilę:( W takiej sytuacji narty musiały pojawić się na moich małych, wiotkich nóżkach prędzej czy później. Pierwsze toporne kroki w ciężkich butach, pierwsze  szusy w nartach, pierwszy orczyk, pierwszy instruktor i pierwszy prawdziwy zjazd odbył się w fatalnych warunkach. Rokietnice nie rozpieszczały. Chęci jednak pozostały i to było w tym roku najważniejsze.

Metoda małych kroków

Tym razem czeskie pagórki zamieniliśmy w słowacki Snow Paradise na Wielkiej Racy. Ośrodek raczej nienastawiony na uczące się jazdy dzieci.  Brak typowych szkółek z taśmą, dziecięcym slalomem itp. Najłagodniejszy zjazd na wysokości ok 1000 m n.p.m, na który trzeba wjechać wyciągiem krzesełkowym. Stąd też przerażenie rodziców  było wprost proporcjonalne do moich chęci nauki jazdy. Największy plus tego kompleksu to naprawdę mało ludzi. Zupełny brak kolejek, swobodna jazda po stoku, super. Ja nie wadziłam im, oni nie przeszkadzali mi, a mama nie miała dodatkowego stresu, że ewentualny nieporadne wsiadanie na orczyk wstrzyma tłum marudzących ludzi:)

Narty Wielka Raca
Narty Wielka Raca

Jak zawsze w nowych sytuacjach jest strach jak te nieporadne nóżki dojdą do wyciągu, jak na niego wejdę i jak zejdę. Dodatkowo zawsze dochodzą obawy czy trener/instruktor zrozumie, że moje potrzeby są jednak wyjątkowe i potrzebuję na opanowanie każdego etapu więcej czasu. Na szczęście trafiłam na przyjazną szkołę narciarską, gdzie instruktorzy nie podzielali obaw moich rodziców, potraktowali mnie zupełnie zwyczajnie. Założyłam narty i w pełnej gotowości śmignęłam kolejką na górę. Tam krok po kroku zaczęło się oswajanie ze stokiem.

Krok po kroku dio samodzielnego zjazdu
Krok po kroku do samodzielnego zjazdu
Najważniejszy jest trener

Chęci chęciami, ale jak utrzymać motywację kiedy wszystko idzie tak powoli? Kiedy wszyscy wkoło śmigają, a mi wciąż wszystko się rozjeżdża? To ile mogę z siebie dać zawsze zależało od osób, które mnie wspierały. Osób, które nie poddawały się tak jak ja, a z drugiej strony traktowały  mnie jak normalnego dzieciaka. Dzieciaka, którego trzeba zaangażować, pochwalić i sprawić radość. Dlatego codziennie rano niecierpliwie czekałam na Pana Tomasa (dla mnie Tomka, żeby brzmiało jak tata:) i chciałam zaczynać od nowa. Od rozgrzewki pełnej zabawy, w która nawet Tymka udało się zaangażować.

Zaczynamy od rozgrzewki
Zaczynamy od rozgrzewki

Poprzez trudne wjazdy długim orczykiem, wzloty i upadki, aż do przyjemnego szusowania.

Opadam z sił
Opadam z sił

 

 

 

 

 

 

 

Sami zobaczcie jak to wyszło:)

A na koniec najlepsze jazda bez trzymanki, super prędkość,  uśmiech nieschodzacy z ust  i chichot  na cały stok. Wszystko to na rękach instruktora. Świat należy do odważnych- udowadniam:)

Czy było warto próbować jazdy na nartach?

Tak wiem, że moja jazda nie powala. Kilka godzin z instruktorem, a efekty jak przy pierwszej godzinie na stoku:( Dla nas najważniejsza jest jednak nadzieja, nadzieja że będę samodzielnie jeździć, że będę równoprawnym uczestnikiem zimowych wypraw. Tak jak zawsze poświęcę na to pewnie 10 razy więcej czasu niż przewiduje „norma”. Byle tylko starczyło mi zapału, rodzicom cierpliwości i środków oraz zawsze trafiali się  instruktorzy z takim zrozumieniem i pasją. Dziękuję:)

1% dla Poli

projekt (1)

Wraz z wiekiem i rosnącą wiedzą dotyczącą stymulowania rozwoju osób z zespołem Downa, rosną również potrzeby związane ze wspomaganiem mojego rozwoju. Dlatego wierze, że w tym roku również znajda się wśród Was życzliwe osoby, które zechcą mi pomóc przekazując na rzecz mojej  rehabilitacji i terapii 1% podatku.

Mam otwarte subkonto w Stowarzyszeniu Rodzin i Opiekunów Osób z Zespołem Downa „Bardziej Kochani”, na którym są gromadzone środki na moja rehabilitację i terapię. Fundacja zwraca koszty udokumentowane fakturami, związanymi z moim leczeniem i rehabilitacją. Aby przekazać 1% podatku na subkonto, wystarczy w deklaracji PIT wpisać:

W polu Numer KRS: 0000032355

W polu informacje uzupełniające: POLA SPYTEK.

ulotka przod