SZACH-MAT

Ostatnie tygodnie mnie nie oszczędzały. Katary, zapalenia, biegunki, antybiotyki i wreszcie ta straszna bakteria, która sponiewierała moje dwudziestokilogramowe ciało, zmniejszając jego  gabaryty o jakieś 15%.  Do tego moja upartość zdominowała całą mnie.  Podobnie jak w szachowym „macie”,  jestem w sytuacji bez wyjścia. Pozamiatane.

Jednak odizolowana od kolegów, przedszkolnych wydarzeń, terapii staram się nie wypadać z rytmu. szach-mat

Od zawsze uczę się głównie przez naśladowanie. Zapamiętuję dużo mniej niż przeciętny 6-latek, ale to co zostaje naprawdę długo potrafię wykorzystać. Szkoda, że tylko wśród bliskich mi osób. Babcia, czy Dziadek pewnie by nie uwierzyli, że przekroczenie gabinetu psychologa, terapeuty zazwyczaj równa się paraliż mojego aparatu mowy:(  To samo dzieje się na przedszkolnych przedstawieniach, czy w ogóle zajęciach grupowych. Ta rozgadana Polka, udzielająca rad swojemu bratu (Tymek, nie wolno jeść tak dużo czekolady), motywująca przyjaciół podczas gry w szachy (Filip, jesteś naprawdę dobry:), rozkminiająca  na głos relacje z drzewa genealogicznego, czy związki przyczynowo-skutkowe zjawisk przyrodniczych obserwowanych na podwórku babci,  dyskutująca na każdy temat ze swoja terapeutką Daną, coraz częściej zamienia się w milczącą skałę. Wiem, że w ten sposób tylko zrażam do siebie dzieci, nie daję możliwości wystawiać sobie wyższych not w testach i innych ocenach. Sama siebie szufladkuję do tych co nie potrafią, są słabsze, gorsze i nie ma co w nich pokładać żadnych nadziei:( Tych co coraz większymi krokami zmierzają do szkoły specjalnej, a nie jak wskazywały pierwotne założenia psychologów, ambicje rodziców, czy ogólna opinia o możliwościach integracji.                                                                                                               Czy zatem moja walka o normalność została zakończona? Czy na pewno byłoby „normalnie” gdybym kontynuowała swoją ścieżkę edukacyjną wśród dzieci bez znacznych „obciążeń”? Nikt nie lubi szufladkowania. Tylko jak zintegrować się z „normalną” częścią społeczeństwa, jak  stać się jednym z nich. Jak czuć się swobodnie, jak pozostać sobą?

Coraz częściej zaczynam wątpić, że jest to możliwe:(