Moje milowe kroki bez narzuconych „deadlinów”

Kapitan
Jedna z pierwszych mądrych porad, jaką usłyszeli rodzice
po moim urodzeniu, była  zawarta w słowach doświadczonego rodzica niepełnosprawnego dziecka: „zobaczycie każdy jej mały postęp będzie dla was niebywałym sukcesem”. Tak się stało. Cieszą się z moich postępów, ale głównie najbliżsi. Tylko oni widzą je w innej skali. No bo dla kogo sukcesem byłaby np. umiejętność picia ze słomki? Tylko dla tych, którzy wiedzą, że zanim ją opanowałam wiele dni chodziłam z rurką akwarystyczną i wciągałam napoje jakimś skomplikowanym sposobem razem z ciocią.  Wolniejszy rozwój ma też swoje plusy, nic nie umyka, pozwala nacieszyć się rozwojem dziecka na każdym etapie. Nie ma tego nerwowego porównywania co powinno robić dziecko mając 3, 6, 12 miesięcy. Troski dlaczego jeszcze nie siedzi, chodzi, mówi skoro wszyscy rówieśnicy już to robią. Z założenia stałam się wyjątkowa, a mój rozwój nieprzewidywalny.

Oczywiście ambicje zawsze pozostały. Tylko cele, które są mi wyznaczane nie mają tak napiętych „deadlinów”.

Staram się zaskakiwać pozytywnie, ale często przychodzi też frustracja:( Analiza poniższego arkusza sporządzonego w przedszkolu nie daje złudzeń- POSTĘPÓW BRAK:(

Ocena Postepów

Umiejętności

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Czy rzeczywiście przez ponad pół roku stoję w miejscu? Czy wysiłek moich terapeutów, rodziców poszedł na marne?  Gdzie efekty wielu godzin pracy, ostatnich zastrzyków?

Na szczęście nie wszyscy  mierzą mnie „standardową miarą”. Wymagają ode mnie,  starają się traktować normalnie, ale nie poddają się w poszukiwaniu klucza do rozwoju moich umiejętności.

farby

Dziękuję za wytrwałość p. Danie, p. Marcie i cioci Małgosi. Ich indywidualne metody przynoszą prędzej czy później pozytywne rezultaty i szczerą pochwałę: „Pola jestem z Ciebie dumna”:) To mnie motywuje, chcę więcej.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *